„Live event“: Paweł Supernak i Rafał Siderski

Wystawa  „Live event“: Paweł Supernak w serii „Hereafter” i Rafał Siderski w serii „Do or die”

Wernisaż: 7 marca 2012 r., g. 18.00,
Galeria 2piR w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu

Wszelkie korespondencje dziennikarskie na żywo od dawna już nie są tak popularne, jak realizowane na żywo przedsięwzięcia rozrywkowe. Określenie „live” podnosi im tak oglądalność, jakby miało moc czarodziejską, choć przecież każdy taki „event” jest kompletnie reżyserowany. Na żywo może tu być jedynie czyjaś wpadka, gapiostwo, załamanie lub śmierć.

Rafał Siderski w serii „Do or die”

Jeden z bohaterów reportażu Rafała Siderskiego ma koszulkę z wściekłym motywem płyty heavy-metalowego zespołu Motorhead, podpisanym: „protect the innocent” („chroń niewinnego“). Chłopak patrzy w obiektyw pewnie a z ledwie widoczną niepewnością. Krótki rękaw, rękawiczki bez palców i to „protect the innocent”. „Do or die” nazwał swój reportaż Siderski, idąc za nazwą federacji pro wrestlingu w Polsce. Wszystko albo nic, w wolnym tłumaczeniu. Jeśli nie przyłożysz, to zginiesz. Wristling to wielki show, zwany sportowym, w rzeczywistości brutalny jak żaden mecz bokserski. W jego historii gęsto od zgonów zarówno na oczach publiczności jak i wkrótce po zakończeniu kariery (w wyniku zawałów serca, wylewów, wyeksploatowania organizmu przez zażywane sterydy itp.). Śmierć jest wpisana w te pokazy, choć jako jedyny element nie jest wyreżyserowana. Gdzie tu niewinność? Niewinne pragnienie patrzenia na mordobicie? Mamy zaawansowane technologie, statki kosmiczne, globalną komunikację, a ciągle (albo – tym bardziej) niektórzy mają silny pociąg do widoku krwi. Do morderczej walki.

Śmierć, w życiu, trudno wyreżyserować. Szczególnie własną. Na dodatek poddani dziś jesteśmy izolacji pokoleniowej i rygorom postępowiania „ze zwłokami”, nie ze zmarłym. Nie ma rytuałów opłakiwania; jest czarny worek i określona liczba godzin, w ciągu których ciało może spoczywać w mieszkaniu, by nie nakazano dezynfekcji całego domu. Było kiedyś inaczej. Czasem trafi się ślad starego rytuału oswajania ze śmiercią – stary człowiek, który głośno mówi, jak i gdzie mają go pochować, który rozdaje role członkom rodziny i znajomym, planuje, jak mają się zachować, gdy on będzie już po drugiej stronie. Obytych z komputerami, iPhonami, 3D, kinem grozy i science fiction z reguły powala naturalizm takiego zachowania; to już łatwiej pójść w jakiś survival, nawet wristling, może się jednak uda mieć jeszcze jedno życie. Paweł Supernak rozrzucał szeroko sieci, by złapać w nie tych nielicznych, co chcą śmierć wpuścić w swoje życie. Projekt jest nadal w kontynuacji, na zdjęciach utrwalił głównie młodych ludzi. Śmierć w życiu trudno wyreżyserować, więc reżyserują to, co się z nimi stanie potem.

Paweł Supernak w serii „Hereafter”

Siderski  formę całej prezentowanej serii poddaje daleko idącej estetyzacji, w której ginie agresja. Forma, jak reżyseria, jest w młodej fotografii powszechnie zauważalnym wspólnym mianownikiem. Supernak formie poświęca równie dużo uwagi, tworzy piękne obrazy, w których nie ginie jednak smutek rytuału rozstatnia z życiem. Sami jego bohaterowie tej stylizowanej melancholii pragną, a ich prywatne live events wydają się zdecydowanie bardziej usprawiedliwione niż wielkie live wristling show. Tylko skąd dziś w ogóle ten pociąg do live events? Czy tylko starzy dziś widzą, że największym live event jest samo życie? Czy nie z lęku to, bo życie jednak nie przez nas jest reżyserowane?

kurator: Monika Piotrowska