03 Festiwal Fotodokumentu

6-7 listopada 2010, Poznań,
Galeria 2piR w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa WSNHiD, ul. Gen. Tadeusza Kutrzeby 10

6 listopad 2010, godz. 18.00  – otwarcie z 15-minutowym recitalem śpiewaczki Josephine Pilars de Pilar i skrzypaczki Anny Zielińskiej
7 listopad 2010, godz. 12.00  – Dzień Fotokastu
wystawy: listopad - grudzień 2010



Wystawa międzynarodowa: “Bez rewolucji”

Małe społeczności jako symbol XXI wieku – epoki społeczeństwa „masowych mniejszości”
Ponad 150 zdjęć 11-tu autorów, w tym 6-ciu zagranicznych.
Wystawa będzie prezentowana w dn. 6 - 30 listopada 2010 r. w Poznaniu, od 9 - 30 grudnia 2010 - w Warszawie, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej SWPS, Chodakowska 19/31

Wystawa prac Witolda Krassowskiego: „Pieśń na wyjście. Ostatni mistrzowie sceny”

50 portretów polskich aktorów odchodzącej generacji
8 - 30 grudnia 2010 r., Galeria 2piR w Poznaniu, WSNHiD

Dzień Fotokastu

Około 3 godziny pokazu, w tym:
- indywidualne prezentacje multimedialne zagranicznych uczestników wystawy „Bez rewolucji”:  Lurdes R. Basolí, Kosuke Okahary, Michaela Grieve, Aleksandra Czekmieniewa i Ami Vitale,
- rozmowy Lurdes R. Basoli, Kosuke Okahary, Michaela Grieve, Ami Vitale z Witoldem Krassowskim (w języku angielskim z tłumaczeniem dla publiczności na język polski),
- pokaz fotokastów nagrodzonych w polskich konkursach.
 
---

WYSTAWA MIĘDZYNARODOWA „BEZ REWOLUCJI”

Fotografowie zagraniczni:
Lurdes R. Basolí (Hiszpania), Ami Vitale (USA), Aleksander Czekmieniew (Alexander Chekmenev, Ukraina), Michael Grieve (Wlk. Brytania), Kosuke Okahara (Japonia), Siegward Schmitz (Niemcy).
Fotografowie polscy: Filip Ćwik, Arkadiusz Gola , Maciej Jeziorek, Adam Lach, Michał Sita.
---
Lurdes R. Basolí   (ur. 1981, Hiszpania)
Zdobyła w tym roku Inge Morath Award, przyznawaną przez Fundację Magnum i Fundację Inge Morath, oraz Joop Swart Masterclass na World Press Photo. Publikuje głównie w magazynach hiszpańskich, portugalskich i latynoamerykańskich. Prezentowany na wystawie projekt otrzymał grant FotoPres’09 Fundacji La Caixa.



„Caracas: miasto zbłąkanych kul”, Wenezuela, 2007 - 2009

Seria zdjęć z Caracas dokumentuje codzienne sceny uliczne. W tej najbardziej niebezpiecznej stolicy obu Ameryk na 100 tysięcy mieszkańców przypadają 134 zabójstwa, podczas gdy np. w brazylijskim Buenos Aires – tylko 7. Zabici są ofiarami społecznego i lokalnego konfliktu, wywołanego przez gangi, rywalizujące w handlu narkotykami i cygarami. W Wenezueli życie ma wartość kuli, jak mówi Basoli.
---
Aleksander Czekmieniew  (Alexander Chekmenev; ur. 1969,  Ukraina)
Absolwent Wydziału Fotografii Prasowej moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego. Członek moskiewskiego Związku Fotografików Rosji i jego odpowiednika ukraińskiego w Kijowie. Do 1997 r. i obecnie niezależny, z przerwą w l. 1997-1998, gdy był fotografem kijowskiego dziennika Vseukrainskiye Novosti, zamkniętego szybko za "zbytnią opozycyjność". W 2000 r. zdobył nagrodę na European Competition of Photojournalism w Vevey w Szwajcarii.



„Donbas”, Ukraina, 1994-2009
Po upadku Związku Radzieckiego w Donieckim Zagłębiu Węglowym zamknięto 150 z 230 kopalń. W niektórych miejscowościach i rejonach nieczynne są wszystkie. Czas się tam cofa. Główne ulice pokrywają się śmieciami, a sklepy się likwiduje. Czekmieniew od lat dokumentuje górników, wydobywających węgiel na własną rękę w nielegalnych kopalniach. W ciągu jednego dnia nielegalny górnik wydobywa około 1 tony węgla. Pośrednicy odkupują węgiel i sprzedają go ludziom w miejscach, gdzie nie dociera gaz - alternatywne źródło ogrzewania. Pośrednik zarabia 200 - 300% ceny zakupu.
---
Filip Ćwik   (ur. 1973, Polska)
Fotoreporter tygodnika „Newsweek Polska”, wcześniej związany z Gazetą Wyborczą. Tworzył i prowadził Dział Foto w dzienniku „Polska The Times”. Pomysłodawca i juror konkursu "Newsreportaż", wielokrotny laureat polskich konkursów fotografii prasowej.



„Wieczni harcerze”, Zielona Góra, Polska, 2008
XVII Ogólnopolski Złaz Seniorów i Starszyzny Związku Harcerstwa Polskiego.  Od 1980 r. starszyzna ZHP posiada formy zorganizowane. W tym spotkaniu uczestniczyło 319 osób. Najmłodszy uczestnik miał 32 lata, a najstarszy – 91. Tworzą grupę wsparcia, wspólnotę pozytywną i doskonale zamkniętą jednocześnie. Oni wiedzą, na ile odrębny jest ich wewnętrzny świat, na ile pocieszny, wręcz śmieszny dla obcych. Lecz trwają w nim, bo jest coś istotniejszego od samego rytuału zlotu – mogą polegać na sobie „jak na Zawiszy”.
---
Arkadiusz Gola   (ur. 1972, Polska)
Pracuje w „Dzienniku Zachodnim” od 1996 r. Zdobywca wielu nagród w polskich konkursach fotografii prasowej. Jego zdjęcia są w zbiorach kilku muzeów śląskich. Członek ZPAF. Związany silnie z regionem Śląska, który dokumentuje od lat. W 2010 r. wydał album „Ludzie z węgla”. Członek ZPAF.



„Aura Śląska”,  Polska,  2002-2007
Śląsk, jeden z najbardziej charakterystycznych regionów Polski, zatraca się. „Fotografuję podwórka, familoki, które za kilka lat zostaną pewnie otynkowane, okna wymienią na plastikowe, kopalnie pozamykają, hałdy zrekultywują” – stwierdza Gola. Umierające dzielnice, ulice, „riwiera” na hałdach to zarazem umierająca wspólnotowość, smutny proces rozpadu życia nie dla siebie, tylko ze sobą.
---
Michael Grieve   (ur.  1966, Anglia)
Absolwent studiów fotograficznych na University of Westminster. Studiował też film, wideo i sztuki fotograficzne. Pracuje jako fotoedytor magazynów i jest zastępcą wydawcy magazynu fotografii współczesnej 1000 Words. Reprezentuje go paryska Agencja Vu' i londyńska Oblong Gallery.



„Żadnej miłości”  („No Love Lost”),  Anglia,  2002 - 2007

To zbiór zdjęć z domów schadzek, w których ludzie spotykają się, by uprawiać seks, często grupowy, szukając dodatkowych podniet. Grieve pisze o swoich fotografiach, że utrwalają niejasne wizje rzeczywistych miejsc, ukryte pejzaże społeczne i czysto fizyczną, seksualną jedność, pozbawioną uczucia. Na pół fikcyjny świat obrazuje trudności istotnych związków międzyludzkich w pustym duchowo otoczeniu.
---
Maciej Jeziorek   (ur. 1973, Polska)
Poza fotografią studiował teologię. Uczestnik Credit Suisse Masterclass for photojournalists from East-Central Europe, Budapeszt 2004. Od roku 2002 r. współpracuje z Polską Agencją Fotografów Forum. Wielokrotnie nagradzany na konkursach polskiej fotografii prasowej.



„Odtrącenie”, Indie, 2009
W 2 poł. XX w. polscy misjonarze założyli w Indiach dwa ośrodki dla trędowatych: Marian Żelazek  w Puri i ksiądz Adam Wiśniewski w Jeevodaya. W Indiach trąd wyklucza chorego ze społeczeństwa, pozbawia przywilejów przywilejów kastowych,  czyni go nietykalnym. Trąd można dziś leczyć, więć praca obu ośrodków koncentruje się głównie na edukacji i wychowaniu dzieci z rodzin dotkniętych trądem.
---
Kosuke Okahara   (ur. 1980, Japonia)
W 2007 r. Okahara dołączył do agencji Vu', od kwietnia 2010 r. pracuje niezależnie. Uhonorowany  m.in. Joop Swart Masterclass, PDN's 30 emerging photographers to watch, Sony World Photography Awards, Prix Kodak. Współpracuje z m.in. Time.com, Wall Street Journal, Newsweek Japan, Russian Reporter. W 2011 r.  jego indywidualną wystawę planuje Kunsthal Museum w Rotterdamie.



„Opór cywilny – konflikt sudański”,  Darfur,  2004 - 2009

Od początku czystek etnicznych w Darfurze w 2003 r. z głodu, na skutek przemocy i wycieńczenia umarło niemal 180 tysięcy osób. Dwa milony ludzi musiało opuścić w strachu swoje domy. Przemoc nie ustała. Część z tych, którzy przetrwali, dotarła do obozów dla uchodźców. Oni mają przynajmniej jedzenie i schronienie, ale pozostali są odizolowani i nie otrzymują żadnej pomocy. Warunki do życia pozostają krytyczne.



"Szansa" Calais, Francja  2009
Reportaż o losach afrykańskich uchodźców we Francji. Autor pisze: "Czuję się, jakbym był w jakimś mieście w Afryce albo na Środkowym Wschodzie, ale to jest mieścina w północnej Francji, w której zbierają się uchodźcy i przez lata marzą o przekroczeniu granicy Wielkiej Brytanii. Mówią: Francja niedobra; Anglia dobra, ale żadnej szansy." Od ziemi brytyjskiej dzieli ich morze, portowe płoty i mur społecznego wykluczenia.
---
Adam Lach   (ur. 1983, Polska)
Od 2006 r. na stałe związany z tygodnikiem Newsweek Polska. Od 2009 r. współpracownik The New York Times i Internationale Harald Tribune. Publikuje w wielu krajach. Wielokrotny laureat polskich konkursów fotografii prasowej. Jeden z czołowych twórców fotokastów, które realizuje, montuje i komponuje do nich muzykę.




„Inna”,  Polska,  2010
Opowieść o transseksualistce, jej dniu powszednim, konfrontacji z własnym ciałem, którego płciowa przemiana jest kosztowna. Płeć, jaką ma z urodzenia, ją uwiera, jest inna we własnym ciele. „Mogłem zaobserwować najważniejszy dla mnie antagonizm, który zaświadcza, przez co musi przejść” – podsumowuje Lach swoją pracę.



„Święty Azyl”,  Szczytna, Polska,  2009
W neogotyckim zamku mieści się wiecznie niedofinansowany zakład dla umysłowo chorych. Od ponad 40 lat żyje w nim 110 pacjentów. W 2007 roku, zajmująca się zwrotem upaństwowionego mienia kościelnego Komisja Majątkowa, bez powiadomienia zainteresowanych, czyli kierownictwa Domu Pomocy Społecznej i władz powiatu, oddała zamek nieodpłatnie zakonnikom Świętej Rodziny. Zakon zgodził sie na wynajęcie ośrodka do 2012 r. za 10 tysięcy złotych miesięcznie, plus VAT. Niepełnosprawni w Polsce w każdym systemie są ignorowani, stwierdza Lach.
---
Michał Sita   (ur. 1985, Polska)
Etnolog i antropolog, skończył Instytut Fotografii Twórczej w Opavie. W l. 2006-2007 pracował w części tureckiej Kurdystanu. Korzystając z grantu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza spędził w 2008 r. pięć miesięcy u Kurdów irackich, badając ich zależności plemienne. Prowadzi agencję fotograficzną Pracowania Fotografii Dokumentalnej w Poznaniu. Członek ZPAF.



„Kurdowie”, Irak, 2008
Na terenie Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego w Iraku od 2003 r. istnieje odrębne od reszty Iraku państewko, zaskakująco stabilne i bezpieczne - „Inny Irak”, jak mówi lokalny slogan. Zdjęcia Sity nie pokazują jednak czyniącego wrażenie rozkwitu gospodarczego, lecz przestrzeń, światło, wiele portretów, które nie tworzą nawet galerii typów. Cała seria Sity pokazuje zdumiewający spokój. Inny Irak.
---
Siegward Schmitz  (ur. 1951, Niemcy)
Podejścia do formy i światła uczył się od holenderskiego prof. Wima Noordhoeka, szlachetnych technik druku – od Polaka, Henryka Rogozińskiego. Od 2003 r. członek Niemieckiego Towarzystwa Fotograficznego DGPh. Prowadzi fotograficzny Lumiere Shop Service, specjalizuje się w fotografii pejzażowej.



„Węglarze”, Polska, Węgry,  

Tam, gdzie jest dym, nie może być ognia. Drzewo się rozpala a potem dusi w wysokiej temperaturze, w której można je rozbierać na części składowe, na węgiel drzewny. Wymiera zawód, węglarze wymierają. Żyją w oddalonych lasach Karpat w Polsce i na Węgrzech, odciętych od cywilizacji. Odnalezione grupy skupiają różnych, dziwnych ludzi, często wyrzuconych poza nawias, jak ten, który w środku polskiej puszczy wyjął książkę w języku niemieckim i zaczął ją płynnie czytać.
---
Ami Vitale  (ur. 1971, USA)
Podczas pracy fotoreporterskiej odwiedziła ponad 75 krajów, zebrała wiele nagród, w tym na World Press Photo i od Fundacji Magnum - Inge Morath Award. Stale współpracuje z National Geographic i Knight Center for International Media.



„Gwinea Bissau: w cieniu glinianej chaty”, 2001

Gwinea Bissau leży w zachodniej Afryce i zajmuje  piąte miejsce na liście najbiedniejszych krajów świata. Vitale pokazuje glinianą wioskę, w której czas płynie zgodnie z rytmem natury, lecz ludzie wierzą nie tylko w naturę: dziewczynki poddaje się tu obrzezaniu. W pięknym pejzażu, pomiędzy codziennymi czynnościami, dokonuje się nienaturalnego rytuału, który zapewnia potem dorosłej kobiecie szacunek całej społeczności.
---
WYSTAWA „PIEŚŃ NA WYJŚCIE. Ostatni mistrzowie sceny”:
zdjęcia WITOLDA KRASSOWSKIEGO

   Zbigniew Zapasiewicz

Kilkadziesiąt dojmująco szczerych, reporterskich portretów największych osobowości polskiego teatru i filmu. Część osób sportretowanych już odeszła, jak Hanka Bielicka, Gustaw Holoubek, Wieńczysław Gliński, Zbigniew Zapasiewicz.
Ludzie ze sceny bez sceny – ich życiowej podstawy czy podstawowego życia. Odarci ze sceny, ale nie odarci z życia. Mniej lub bardziej dogasający, ale do końca emanujący ogromną indywidualnością – tą, którą w młodej generacji aktorów zabiła komercja. Z twarzy i gestów starych aktorów można czytać historię ich przeżyć, doznań, ciężkiej pracy nad warsztatem, nad duchowością, nad doskonałością przekazu i kontaktu z widzem. Narzuca się myśl, że to są aktorzy prawdziwi. Choćby z racji swoich dokonań zasługują na pamięć.
Przy masowym braku akceptacji dla ludzi starych, oni stanowią zadziwiający, masowy wyjątek: są społecznie akceptowani. To triumf ich „pieśni na wyjście”.

Witold Krassowski od 30 lat zajmuje się reportażem i fotografią społeczną. Publikował w wielu wydawnictwach europejskich. Laureat i juror World Press Photo.
---

Od kuratora:

03 Festiwal Fotodokumentu będzie odnosił się do skrajnie odmiennych zachowań i problemów małych społeczności, dominujących w XXI wieku, w przeciwieństwie do wieku XX – epoki wielkich ideologii, rewolucji i ruchów społecznych. W tyglu tych wspólnot mieszają się zapomniane plemiona, nienawidzące się wzajemnie grupy etniczne, grupy imigrantów, rodzice, dzieci i małżonkowie zabitych w dzielnicach wyjętych spod prawa, poszukiwacze seksualnych megadoznań, starzy aktorzy, harcerze, transwestyci, umysłowo upośledzeni, biedota, żyjący na skraju cywilizacji węglarze... Mniejsze wspólnoty nie są mniej ważne. Ich sposób życia może istotnie wpływać na odnajdywanie tożsamości przez nas wszystkich, tzw. ludzi „cywilizowanych”, reprezentantów „świata Zachodu”. Żyjemy w globalnym społeczeństwie „masowych mniejszości”, w którym ‘los każdego człowieka w każdym zakątku planety wpływa na losy innych i przez losy innych jest kształtowany’ /Zygmunt Bauman/.

Bez rewolucji

„Jest rzeczą nieprzypadkową – zauważył już w 1992 r. publicysta, pisarz i wizjoner Stanisław Lem – że całoziemskimi, np. demograficznymi zagadnieniami w tym wieku zajmują się głównie astronomowie”. Problemy ziemskie stają się w swym wymiarze  kosmiczne. Zaledwie 60 lat temu ludzkość liczyła dwa miliardy, dziś – ponad sześć. Jeden zaś z astronomów wyliczył, że jeśli przyrost ludności utrzyma się na obecnym poziomie, w 2100 r. będzie nas pięćdziesiąt miliardów, ba! – już w 2033 r. osiągniemy miliardów jedenaście.

Mimo tego, jakoś nikt nie przewiduje rewolucji. Żyjemy w świecie upadku wiary w politykę, także i w państwo, jako tych, które wyznaczają kierunki rozwoju w imię wspólnych interesów zbiorowości. Społeczeństwa demokratyczne rozpadają się na jednostki, z których składały się zawsze, ale pierwotnie ich emancypacja nie niszczyła prymatu zbiorowości. Jeszcze w 2 poł. XX w. wielkie, wyemancypowane jednostki pracowały na rzecz wielkich idei społecznych, świat podporządkowywały sobie wielkie ruchy społeczne, walczące o lepszą wspólną przyszłość. W tę pracę, nota bene, w sposób bardzo istotny zaangażowani byli fotografowie, zwłaszcza przeżywająca w XX w. narodziny, rozkwit i w końcu powolną degradację klasa fotoreporterów. Właśnie zaangażowanie w problemy społeczne, odważne wyprawy w rejony wojen, konfliktów politycznych, rasowych stworzyły prestiż zawodu fotografa.

Dziś rewolucji nie będzie, ponieważ życiu zbiorowości towarzyszy zbiorowe dążenie do emancypacji. Ludzie nadal lubią się łączyć w jakichś sprawach, lecz te sprawy mają wymiar bardziej prywatny niż publiczny, chodzi o własną tożsamość, a nie tożsamość z ideą, o tworzenie własnego, samowystarczalnego świata. To „czas plemion”, by zapożyczyć się u socjologa Michela Maffesoli. „Nowymi plemionami” nazywa powstające jak grzyby po deszczu wspólnoty, połączone jakimś małym hobby. We Francji ludzie zwołują się np. na picie wina na placach miejskich, przez Polskę, jak i inne kraje zachodnie, jeszcze niedawno przeszła fala zgromadzeń w miejscach publicznych, ustalanych na portalach społecznościowych (flash mob). „Samotność zyska na walorze /.../. Zarazem spotęguję się stadność życia, wzmacniana wielością medialnych manipulacji” – przewidywał Lem.

Wydawało by się podobnie „hobbystyczną” grupę stanowią starzy harcerze, sfotografowani przez Filipa Ćwika na jednym ze zlotów. A jednak jest zasadnicza różnica między zrzeszaniem się, wspomaganym nowym mediami, a spotkaniem wiarusów z ZHP, z których najstarszy miał 91 lat. Te pierwsze są bezideowe, a przynajmniej powierzchowne w swej idei, w związku z czym „stada” rozpadają się tak szybko, jak powstały. Harcerski Krąg Seniorów powstał w 1980 r. Ten rok i idea Solidarności są znaczące, lecz nie aż tak ważne, jak umiejętność wchodzenia w silne związki ideowo-emocjonalne ludzi, których ukształtowały inne czasy i system. Których nie ukształtowało społeczeństwo syte. „Wieczni harcerze” mają twarze pełne wzajemnych uczuć, jakieś napięcie z energią pomieszane się w nich kryje, wynik siły relacji, jaką kontynuują przez lata i która wyrzuca postronnych obserwatorów na zewnątrz. Tu widać, że fotograf został jedynie dopuszczony, że oni wiedzą, na ile odrębny jest ich wewnętrzny świat, na ile pocieszny, wręcz śmieszny dla obcych. Lecz trwają w nim, bo jest coś istotniejszego od samego rytuału zlotu – mogą polegać na sobie „jak na Zawiszy”. Filip Ćwik niczym rasowy intruz zdołał zdokumentować fenomenalną „grupę wsparcia”, w której ciągle żywy jest jeszcze prymat zbiorowości.

Wspólnoty, zainicjowane przez zjawiska pozytywne i relacje niepowierzchowne są w dzisiejszym świecie znacznie rzadsze (a może tylko mniej widoczne?). To też świat zdumiewających kontrastów. Wśród członków naszych społeczeństw „cywilizowanych” istnieje liczny międzynarodowy związek swingersów, amatorów kontaktów seksualnych z niejednym partnerem - cała społeczność, pielęgnująca rytuał czysto fizycznej przyjemności przy jak najmniejszym zaangażowaniu emocjonalnym. Krążący z aparatem w angielskim środowisku gości domów schadzek, prostytutek i pornografii Michael Grieve mówi, że w tym na poły fikcyjnym świecie widać dobrze istotę trudności zawierania głębszych związków międzyludzkich, gdy otoczenie jest duchowo puste. Z kolei gdzieś w nieznanym i zupełnie medialnie nieistotnym zakątku zachodniej Afryki żyje plemię, które wymaga obrzezania dziewczynek. Ami Vitale sfotografowała ich wioskę, braci, matki, łzy, prymitywne narzędzia do wykonania zabiegu i zupełnie normalne relacje matka-córka. Dla nas koszmarny rytuał okaleczenia jest dla kobiet i kobiet-dzieci z wioski sposobem uzyskania szczególnego szacunku w lokalnej społeczności. Ten rytuał ma ogromną moc sprawczą i obojętnie, jak bardzo to dla nas niedorzeczne, daje tamtejszym kobietom duchową siłę skoro przynosi szacunek. Na jego tle widać, jak dalece niedorzeczny jest rytuał seksualnej przyjemności bez emocjonalnego uzasadnienia, który pokazał Grieve.

Wyestetyzowane zdjęcia Grieve`a tworzą świetne pendant do sterylnego, „wolnego” świata Zachodu, w którym nie ma już wstydu i nie przekroczonych granic intymności. Wolność to rzecz bardzo względna. Ciągła praca nad ochroną wolności jednostki w społeczeństwach demokratycznych wywołuje rosnący egoizm społeczny, malejącą wrażliwość na społeczne kontrasty, a jednocześnie w imię ochrony bezpieczeństwa przed zagrożeniami zewnętrznymi ta wolność jednostki jest ostatnio drastycznie ograniczana (kontrole na lotniskach, inwigilacja i archiwizacja prywatnych danych przez służby specjalne itp.). Człowiek Zachodu w imię ochrony wizerunku nie pozwala się fotografować, w imię bezpieczeństwa - grodzi się od krajów biedniejszych sąsiadów, uznając resztę świata za podstępną i niebezpieczną. „W niebezpiecznym świecie bezpieczeństwo jest imieniem gry” – zwraca uwagę na zasadzkę, w którą sami wpadliśmy, socjolog Zygmunt Bauman.

Ta reszta świata, choć jakby nie chcemy o tym pamiętać, jest niewspółmiernie duża i wciąż przenika do naszej oazy dobrobytu. „Żadne państwo nie jest dziś w stanie bronić wybranych wartości na swojej ziemi, jeśli odwraca się plecami do marzeń i pragnień ludzi znajdujących się po drugiej stronie granicy” – pisze również Bauman. W lapidarnych zdjęciach z lat 2004-2009, zrobionych w sudańskim Darfurze i francuskim Calais Kosuke Okahara dał wyczerpującą ilustrację tej tezy. W prostych, klasycznych, czarno-białych fotoreportażach, niewiele tylko wzbogaconych formalnie, z miejsc rzezi etnicznych i z miasta portowego, które jedynie w marzeniach sudańskich i innych afrykańskich emigrantów jest przedprożem lepszego życia – w tych zdjęciach Okahara zamyka przesłanie książki Baumana „Europa niedokończona przygoda”. Kraje zachodniej demokracji, zamiast wikłania się w coraz mniej skuteczne metody obrony swego terytorium przed napływem obcych, mają przed sobą misję tworzenia globalnej wspólnoty. Człowiek Zachodu, w wyniku długiej historii swych podbojów, ponosi globalną odpowiedzialność – za rozpad równowagi plemiennej w Afryce, za czystki etniczne, za napływ emigrantów i za ich przyszłość też.

Słowem – chodzi ciągle o to samo: o wzajemną akceptację, w imię lepszego jutra, zwłaszcza w coraz bardziej ciasnym świecie. I tu okazuje się, że mimo namnożenia nowych mediów nie słabnie rola fotografii zaangażowanej. Zdjęcia wszystkich fotografów „Bez rewolucji” udowadniają, że potrzeba dziś nadal ludzi, którzy – nawet za własne pieniądze i na własne ryzyko - dotrą do tych „masowych mniejszości”, plemion XXI w. i pozwolą im się między sobą komunikować w sposób najszybszy: przez obraz.

W stosunku do 2 poł. XX w. fotografia zaangażowana rozmnożyła swoje oblicza. Starzy fotografowie mówią inaczej: że ona jest taka często tylko z nazwy. O ludziach tolerujących i wytrzymujących straszny ból i okaleczenie w wiosce w Gwinei Bissau Ami Vitale przygotowała przepiękny materiał zdjęciowy: kontrasty afrykańskiego światła, mgiełki, czarne oczy jak drogocenne kamienie, łzy jak krople strumienia. To środki estetyzujące, neutralizujące cierpienie. Obraz do cierpienia odnoszą dopiero podpisy. Lecz Vitale we wszystkich komentarzach jawi się jako fotografka zaangażowana, zresztą również w akcje społeczne wokół bohaterów swoich zdjęć.

Okazuje się dziś rzeczą dyskusyjną, jaki dać obraz ludziom żyjącym skrajnie inaczej niż człowiek, który ich fotografuje i który czuje, że ten obcy świat ma swój porządek, sens i piękno. Wyjąć z niego piękno? Wyjąć piękno fragmentaryczne, jak uczynił to Michał Sita w Kurdystanie irackim? Zdjęcia Sity z kraju, który pielęgnuje zadziwiająco uporządkowany byt obok wojujących sąsiadów, są jak odpryski intelektualnych i naukowych dywagacji fotografa i zarazem antropologa na temat tego, co zobaczył w oku cyklonu. Zamiast narracji jest nastrój. Zamiast relacji o rozdrobnieniu plemiennym i jego zależnościach, o gospodarczym cudzie, o doskonałym funkcjonowaniu drobnego państwa jest spokój, przemożny, wszechogarniający spokój.

Zdecydowanie mniejszą grupę stanowią dziś klasycznie zaangażowani fotoreporterzy, którzy opowiadają „przez zasiedzenie”. Lurdes R. Basolí spędziła wiele tygodni w stolicy Wenezueli i sfotografowała dziesiątki zabójstw i poszkodowanych, zanim powstał wstrząsający fotoreportaż „Caracas. Miasto zbłąkanych kul”. Zdjęcia i tytuł mówią same. Nie ma w nich żadnej gry formalnej, bez znieczulenia widać to, co o narkobiznesie pisał meksykański publicysta Juan Villoro: bezczelność czasów natychmiastowej satysfakcji sprzymierzyła się z bezkarnością, potężny świat narko, dążący do zaspokojenia jedynie swego „tu i teraz”, eliminuje wszystko, co znajduje się poza nim. Cała powstała tam społeczność rodzin ofiar nie może zostać poza nim.

Przez maksymalne „zasiedzenie” powstały rozległe eseje Aleksandra Czekmieniewa i Arkadiusza Goli. Obaj żyli i żyją od szeregu lat w środowisku bohaterów swoich zdjęć, obaj opowiadają o marginalizowanych wspólnotach w Europie Wschodniej: Czekmieniew - o górnikach bezpośrednio („Donbas”), Gola - o zubożałych mieszkańcach regionu górniczego, eliminowanych z życia społeczeństwa przez brak pracy i wyburzanie ich domów („Śląsk”). Jest zawsze niezwykła szczerość w tak powstających fotografiach – one przechowują smak życia z ich bohaterami, nie obok nich. Maksymalnie prosto budowane, bez gry kolorem, kontrastem, poruszają tematem: biedą bez ckliwości. Zasięg biedy w Polsce od kilku lat się zmniejsza, ale wzrasta bieda dotąd zubożałych, poza tym dzieci dziedziczą biedę po rodzicach. Zaklęty krąg, z którego jeszcze trudniej wyjść na Ukrainie, gdzie byli górnicy żyją z nielegalnego wydobycia, lecz handel nim został zdominowany przez mafię. Śląsk od Donbasu różni się tym, że jego wspólnotowość już wymiera, bo szybszy jest tu wzrost ekonomiczny. Oba eseje są jednak szczególne właśnie ze względu na bliskość bohaterów, ich osadzenie w Europie i ogromny potencjał wspólnotowy tego środowiska. Bliskość bohaterów przyciąga, a ich poczucie wspólnoty wzbudza zazdrość i powoduje, że patrzy się na nich, jak na własne odbicie w stłuczonym lustrze.

Ludźmi odpadami nazwał ich Bauman, zbędnymi w społeczeństwie sytych, którym się powiodło. Siegward Schmitz znalazł ich, szukając zupełnie kogo innego – ginących w Europie grup węglarzy. Skrajna postać odrzuconych to ci zaszyci w węgierskich i polskich lasach producenci węgla drzewnego, raczej nie ujawniający tajemnicy, która przygnała ich w to miejsce. Przypominają małe, chwytające się każdego zajęcia społeczności z mrocznych filmów science-fiction. Tylko towarzyszące im pejzaże nie są mroczne, piękne są lasy i dymy z duszonego węgla – fantastyczne tło dla uciekinierów od życia, które nie wyszło, tworzących sobie w sensie dosłownym nowe życie, niezależne od tzw. społeczeństwa, choć to jemu sprzedają swój produkt. Zabrzmi to dziwnie, ale pośród mnogich wspólnot, scalonych przez biedę oni mają szczęście. W Europie jest jeszcze dokąd uciekać. Wielkim metropoliom nie towarzyszą slumsy, nie ma też społeczeństwa kastowego, jak w jednym z krajów, w których slumsy przyrastają najbardziej dynamicznie – Indiach. Co znamienne, Indie są też jednym z krajów najchętniej odwiedzanych przez fotografów – tam ciągle ludzie pozwalają się fotografować. Przyciąga zwłaszcza Bombaj, jako przykład już przyszłościowej metropolii-giganta, godzącej życie dwóch różnych społeczeństw: mieszkańców bogatych osiedli i slumsowej biedoty. Podział Baumana ich nie dotyczy, pierwsze bez drugiego nie może się obyć - slumsy stanowią zaplecze usługowe bogatych dzielnic. Slumsy, mimo biedy, dają szansę i pewnie tam właśnie trafią najpierw wychowankowie ośrodków dla trędowatych, które dokumentował Maciej Jeziorek. „Ludzie śmieci” w Indiach to oni, dzieci chorych na trąd, grupa poza jakimkolwiek społeczeństwem, bezkastowa, odtrącona, chowana za drucianym płotem. W cudownym indyjskim słońcu i kolorze Jeziorek odkrył piękno tej wyjątkowej, nic nie znaczącej społeczności na zawsze przegranych przez chorobę rodziców i przebijających się ku normalnemu życiu, zdrowych dzieci. Jednak piękno nie pokrywa ich niepewności, kruchych podstaw wspólnoty, mającej ograniczoną siłę, w gronie podobnych sobie. Co się z nimi stanie, gdy rozsypią się poza ogrodzenie ośrodka?

Obecny „czas plemion” łączy Michel Maffesoli ze schyłkiem indywidualizmu w społeczeństwach zachodnich. W takich zbiorowościach pozycja ludzi naznaczonych, o ile dotąd nie wywalczyli sobie mocniejszej, jest niemniej niepewna niż w społeczeństwie kastowym. W sprzyjających warunkach wykluczenie jest w stanie przypieczętować nawet instytucja, która ma misję szerzenia chrześcijaństwa. Zdarzyło się to w Szczytnej, gdzie katolickie zgromadzenie zakonne Księży Misjonarzy Świętej Rodziny wywalczyło zwrot mienia – zamku, od 40-tu lat będącego domem dla 110-ciu niepełnosprawnych umysłowo. Adam Lach ich sfotografował. Koncentrując się na dniu codziennym w nadzwyczajnych przestrzeniach neogotyckiego budynku, pokazał całą, mozolną ścieżkę utartych dróg i czynności ludzi kompletnie zdanych na łaskę innych. W obrazie tej szczególnej symbiozy ludzi i miejsca widać w mgnieniu oka niemożność przesadzenia tego rodzaju wspólnoty do nowego ośrodka bez całkowitej utraty poczucia bezpieczeństwa przez chorych. Nie trzeba nic tłumaczyć, by zobaczyć, że wielu może tego nie przeżyć.

Indywidualizm, odmienność na tle „stada” w kulturach pierwotnych często dawały pozycję uprzywilejowaną, sugerując kontakt osoby naznaczonej z siłami wyższymi. Na tle współczesnych „plemion” odmienność podważa inne przymioty, osobę nią dotkniętą pozostawia poza jakimkolwiek nawiasem. Skrajnym przykładem jest los polskiej transseksualistki, której Lach towarzyszył przez tydzień w prywatnym życiu. Dramat odrzucenia tacy jak ona przeżywają tak samo przed, jak i po ewentualnej operacji, i nakłada się on na dramat wewnętrzny braku akceptacji własnego ciała. Jeśli nie tracą przyjaciół, to tracą rodzinę, często – pracę. Stowarzyszenia transseksualistów powstają przede wszystkim z potrzeby wzajemnego wspierania się w odnajdywaniu własnej wartości. Jak dalece jej brakuje, widać na zdjęciach Lacha.

Współczesne społeczeństwa demokratyczne nie dają mniejszościom praw automatycznie. Również tym politycznym. Wręcz przeciwnie, i w Polsce, i w całej Europie odradzają się nacjonalizmy. Czy nie ma to związku z ewolucją kultury? Lem nie pozostawił złudzeń, co do rozwoju wypadków: rojona przez McLuhana Ziemia jako „globalna wioska” urzeczywistni się w sposób karykaturalny – satelitarnie rozprzestrzeniana, banalna rozrywka doprowadzi do regresu kultury. A jednak Bauman wierzy w kulturotwórczą moc Europy i uważa, że po wynalezieniu parę wieków temu wspólnot narodowych nie pozostaje jej teraz nic innego niż stworzenie – już bez awantur, wojen, rewolucji – ogólnoludzkiej wspólnoty.

Monika Piotrowska, kurator
___________

Zygmunt Bauman, „Europa, niedokończona przygoda”, Wyd. Literackie, Kraków 2005

Stanisław Lem, „Sex Wars", Warszawa 2009, Biblioteka Gazety Wyborczej

Michel Maffesoli, „Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych”, Warszawa 2008, PWN


---
Oprawa muzyczna Festiwalu:

Josephine Pilars de Pilar
- śpiewaczka z repertuarem operowym, operetkowym i muzikalowym; absolwentka Wyższej Szkoły Muzycznej w Graz i Szkoły Operowej przy Uniwersytecie Artystycznym w Wiedniu; regularnie koncertuje, nagrywa i uczy. Z wieczorami muzycznymi występuje w Niemczech, Polsce, Francji i RPA.
Anna Zielińska
- improwizatorka, solistka, kameralistka i członek międzynarodowych orkiestr, pedagog; absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu; tworzy improwizowaną muzykę na różne źródła dźwięku; nagrywała m.in. dla 6dB i Deutsche Grammophone.

W krótkim recitalu przedstawią kilka utworów, przerobionych przez nie specjalnie na głos i skrzypce.
---
O kuratorze:
Kuratorem jest Monika Piotrowska, która przygotowała również dwie wcześniejsze edycje Festiwalu Fotodokumentu i prawie 10 wystaw dla Galerii 2piR (większość z nich została pokazana w Poznaniu i w Warszawie, w kilku innych miejscach w Polsce i na Litwie w Kownie). Monika Piotrowska, ur. 1966, jest historykiem sztuki. Pracowała m. in. w Instytucie Polskim w Lipsku jako rzeczoznawca do spraw kultury. W ubiegłych latach była wykładowcą, recenzentką i krytykiem sztuki oraz dziennikarką. Od 2008 r. jest prezesem Fundacji Instytut Fotografii „proFotografia” w Poznaniu.

---

Organizatorzy:


       


Patroni medialni:


                             


        


Partnerzy:


          


Współfinansowanie:




 
      Współfinansowanie                                                         Partnerzy
           
Copyright © 2008-2011 proFOTOGRAFIA
Wykonanie strony internetowej Trojka Design