Hanna Jarząbek „Margines odmienności”

Hanna Jarząbek:  „Margines odmienności“
Fotografie z życia codziennego lesbijek w Polsce.

31 marca (środa) 2010, godz. 18.00
w Galerii 2piR (WSNHiD
Poznań, ul. gen. T. Kutrzeby 10)

Galeria Wysokich Napięć w SWPS na Pradze, Warszawa
ul. Chodakowska 19/31
Wystawa czynna od 29.04.2010 do 13.05.2010
Autorka obecna będzie podczas finissage 13 maja (czwartek) 2010, godz. 18.00



Pewien doświadczony fotoreportażysta powiedział: „Postawić sobie za cel sfotografowanie życia codziennego lesbijek, to postawić siebie samego przed ścianą”. Co ma być innego w codzienności lesbijek? Jej proza nie różni się niczym od prozy heteroseksualnej: ranne wstawanie, przeciąganie, zabiegi przed lustrem, kuchnia, trochę czułości, gazeta, praca, kuchnia, rozmowy, popołudniowy spacer, spotkanie ze znajomymi. Czasem może być tu i dziecko, czasem rodzice. Kot, pies, jak to w domu. Nudna zwyczajność. Tak, no i są dwie dziewczyny, w wannie i w łóżku też. Ale to przecież sfera intymna – co komu do tego?

Dlaczego to wywołuje w Polsce tyle sprzeciwu?



Trzeba mieć odwagę, żeby zabrać się za temat, który z natury jest nudny. Hanka Jarząbek jest i odważna, i zdeterminowana. Jej fotografowanie dziewczyn, które żyją razem, wynika ze złości i stanowi właściwie społecznie zaangażowaną akcję fotograficzną, a nie serię sesji zdjęciowych. Jarząbek zezłościło niewybredne podsycanie polskiej homofobii przez media i osoby publiczne. Mówi się, że dobra literatura powstaje w złości; nikt nigdy nie powiedział tego chyba o fotografii. A jednak na tym uczuciu fotografa zasadza się spora część spuścizny fotografii społecznej - z tą różnicą w stosunku do literatury, że w takiej fotografii złość jej autora może być motorem jego działania, a nie może przesądzać o emocjonalnym zabarwieniu dzieła. Zwłaszcza w fotoreportażu, który chce przecież być obiektywny.
Każde zdjęcie Hanki Jarząbek hołduje tej zasadzie. Każde ma bardzo dobry kadr, jest nasycone uczuciami pokazanych dziewczyn, klimatem sytuacji. Maksymalnie prosty przekaz. Obiektywny.

Czy to wystarczy, żeby zobaczyć w dziewczynach zwyczajne sąsiadki?



Nawet marginalna odmienność budzi w społeczeństwie potwory. Margines to ograniczone uczestnictwo. Każda odmienność inicjuje częściowe odrzucenie przez grupę. Jest dużo łatwiej najpierw poznać sąsiadki, a później dowiedzieć się i zaakceptować, że to lesbijki, niż odwrotnie. Czy tę tendencję może odwrócić obraz fotograficzny ich zwyczajnej codzienności? Lubimy podglądać, ale nie tak znów często lubimy to, co podglądamy. Denerwuje nas zarówno to, że ktoś coś ukrywa, jak i to, że dziś wszystko się odsłania. Denerwuje, że ktoś czegoś żąda. Coraz mniej tajemnicy, pokory, podporządkowania. Życia we wspólnocie. Prokreacji zamiast kreacji.

A może cały ten problem polskiej homofobii sprowadza się do kłopotu z prokreacją?
Powiew totalitaryzmu czy tylko katolicyzmu, okadzającego trudne narodziny społeczeństwa demokratycznego? Co to znaczy społeczeństwo demokratyczne w XXI wieku – to samo, co w wieku ubiegłym?

Zdaniem jednej z najbardziej wpływowych postaci amerykańskiej fotografii dokumentalnej (Roya Strykera), zdjęcia zawsze powinny stawiać jakieś pytania. Fotografie codzienności lesbijek Hanki Jarząbek obrastają pytaniami dalej i dalej, wciągając w dyskurs społeczny, daleko wykraczający poza ich temat właściwy.  Kto pyta, nie błądzi – mówią.


Monika Piotrowska
Kurator wystawy

---

Hanna Jarząbek, ur. 1976 w Brzegu

Z wykształcenia politolog. Studiowała w Genewie, gdzie żyła ponad 13 lat. Obecnie mieszka w Barcelonie.
Fotografią zaczęła zajmować się w trakcie studiów, podczas wyjazdów. Pierwszy większy materiał, lecz ciągle na prywatny użytek, zrobiła w 2000 r. na Filipinach, po przejściu tajfunu, który przesunął wysypiska śmieci pod Manilą, grzebiąc wielu ludzi, żyjących na tych wyspiskach. Po 3 latach przerwy trzykrotnie jeździła do Strefy Gazy (ostatni raz na 3 miesiące), gdzie zbierała materiał do pracy magisterskiej o kolonizacji ziem w Palestynie i pracowała jako wolontariuszka w centrum rehabilitacji dla dzieci. Stworzyła tam dokumentację codziennego życia oczami dzieci, połączoną ze zdjęciami typowo wojennymi.
Tylko fotografią zajmuje się od 3-4 lat.



Rozmowa z Hanną Jarząbek, autorką zdjęć z życia codziennego lesbijek

- Jak było po powrocie z Gazy?
- Po powrocie ze Strefy Gazy, muszę przyznać, że trochę czasu mi to zajęło, żeby odreagować. To nie był byle jaki wyjazd... Skończyłam magisterkę i przez prawie dwa lata pracowałam jako osoba, która analizuje dane z ankiet z obozów palestyńskich, żeby określić satysfakcję uchodźców z udzielanej im pomocy humanitarnej. Analizowaliśmy to w Genewie dla różnych agencji ONZ-tu. W tym czasie fotografią się parałam trochę i w momencie, gdy zaproponowano mi pracę asystentki w profesjonalnej ciemni, postanowiłam, że wybieram fotografię na całość.
- Robiłaś zdjęcia reporterskie?
- Zanim doszłam do lesbijek, robiłam – nazwijmy to – zdjęcia trochę etnograficzne, np. z wyjazdu do Iranu. Był tylko dwutygodniowy, zdjęcia to pierwsze wrażenia. W przyszłości może chciałabym je rozwinąć, ale na razie to moje odczucia w tym kraju. Natomiast lesbijki to pierwszy konkretny projekt. Pojawił się w 2008 r., gdy po raz pierwszy przyjechałam do Polski po długiej nieobecności. I zaszokował mnie bardzo zinstytucjonalizowany język homofobii w mediach i wśród polityków. Język homofobii spotkać można w bardzo różnych miejscach, to zależy, gdzie się pójdzie i z kim porozmawia. Jednak w Polsce uderzyło mnie, że język homofobii jest dopuszczalny na poziomie oficjalnym, czyli w gazetach, w mowach posłów. Bardzo chciałam coś o Polsce zrobić, ten szok okazał się dopingiem. Nie zamierzałam robić reportażu tylko o lesbijkach, ale ostatecznie zgłosiły się i zaakceptowały temat same dziewczyny. A potemn zorientowałam się, że na ogół w Polsce mówi się o wiele więcej o gejach niż o lesbijkach, co zresztą potwierdzały same dziewczyny. Są chyba na drugim planie, mniej widoczne.
- Jaka jest sytuacja lesbijek w Hiszpanii?
- W Hiszpanii lesbijki po prostu są. Szczególnie w Barcelonie, w której mieszkam. Barcelona jest kultowa, jest mocno rozwinięta turystyka par homoseksualnych. To się trochę wiąże z historią Katalonii, która jeszcze w czasie reżminu Franco bardzo się opierała i broniła wszelkich mniejszości, nie tylko homoseksualnych. Osoby homoseksualne są tam bardzo widoczne, wkomponowane w normalność.
- Podoba ci się Barcelona?
- Żyję w Barcelonie od ponad roku, dzięki mojemu partnerowi, Hiszpanowi. Jeszcze gdy jeździłam do niego z Genewy, stwierdziłam, że także jeśli chodzi o fotografię, między Barceloną a Genewą jest ogromna różnica. W Barcelonie dzieje się o wiele więcej, fotografia jest też bardziej demokratyczna. To ma swoje dobre i złe strony, bo na różnym poziomie można spotkać fotografię – różne projekcje fotograficzne, wystawy. Ale odniosłam wrażenie, że wiele rzeczy jest o wiele bardziej dostępnych. W Genewie niezbyt wiele się dzieje. W ogóle w Szwajcarii oprócz jednego festiwalu międzynarodowego, nie ma zbyt wiele festiwali fotograficznych. Jest trudniej coś publikować. Ale może jestem jeszcze za krótko w Barcelonie, żeby do końca to oceniać.
- Jak stamtąd szukałaś bohaterek zdjęć o życiu codziennym lesbijek?
- Przez bardzo długi czas nie miałam kontaktów z Polską więc jedynym sposobem, żeby znaleźć kontakt do osób, które wzięłyby udział w moim projekcie, było ogłoszenie na portalach homoseksualnych i wysłanie projektu do stowarzyszeń. Parę osób się odezwało, parę zrezygnowało, bo dla mnie jedyne kryterium stanowiła zgoda na jak najszerszą publikację. Mówiłam na wstępie, że chcę to pokazywać wszędze, gdzie tylko będę mogła. W efekcie końcowym w pierwszej fazie pozostało 9 par. Jedna w trakcie robienia reportażu się rozstała - zatrzymałam tylko kilka jej zdjęć, bo już nie mogłam zrobić tego, czego szukałam. Teraz kontynuuję reportaż, ponieważ zgłosiły się nowe pary. Trochę się wahałam - fotoreportaż można chyba kontynuować bez końca... Przekonałam się, że warto, ponieważ jedna z tych par planuje w czerwcu ślub humanistyczny. I to chyba jest dla mnie punkt kulminacyjny.
- Jaki miałaś plan czy zasady, wchodząc w kontakt z poszczególnymi parami?
- Samo fotografowanie polegało na tym, że wchodziłam w ich życie codzienne, intymne. Posługiwałam się zasadą, że to one mi mają mówić „stop”, co mogę robić, a gdzie jest im już za daleko. Niekoniecznie w jakich sytuacjach, ale w jakich pomieszczeniach – np. nie wszystkie pary godziły się, żebym robiła zdjęcia w sypialni. Niektóre były bardziej otwarte, inne mniej.
- Mieszkałaś z nimi?
- Dochodziłam do nich. Myślałam, że to da im trochę więcej swobody i poczucia bezpieczeństwa. Potem, w trakcie, żałowałam, bo jest jednak bardzo trudno zrobić zdjęcie dochodząc na 3-4 godziny. Teraz, zanim pojechałam do kolejnych par, powiedziałam im, że chcę z nimi mieszkać. Mogły zaakceptować to albo odrzucić, no, ale mieszkam z nimi i jest o wiele lepiej, swobodniej.
- Czego jeszcze żałowałaś?
- Gdy odmawiały mi zgody na fotografowanie osoby postronne. Np. na jakiejś imprezie była duża ilość osób, które nie chciały być na zdjęciach i musiałam je kadrować. I to chyba powoduje, że na zdjęciach w takich miejscach te dziewczyny są troszkę wyobcowane. Nie ma też swobody przy fotografowaniu rodzin – na dziewięć par były dwie rodziny, które zgodziły się na fotografowanie. Tego życia towarzyskiego, rodzinnego, brakuje. Staram się to teraz nadrobić i mam wrażenie, że jest trochę lepiej. Może trafiłam na bardziej otwarte dziewczyny, które swobodniej się czują z tym, co chcą pokazać.
- Co jest najtrudniejsze przy robieniu takich zdjęć?
- Relacja z dziewczynami, bo to jest jednak bardzo mocne wejście w życie intymne. Druga rzecz: np. w Warszawie spędziłam miesiąc, w czasie którego robiłam zdjęcia praktycznie wszystkim parom na raz. Rano szłam na 3 godziny do jednej pary, po południu - na 3 godziny do drugiej. W takim układzie zrobienie zdjęcia naturalnego, które wyraża jakieś emocje, to nie jest łatwa sprawa. Tego nie można zaplanować.
- Pytano cię, czy sama jesteś lesbijką?
- Osoby postronne nigdy mi takiego pytania nie zadały. Z dziewczynami to wyszło naturalnie – one mi dużo o sobie opowiadały, więc ja opowiadałm im o swoim życiu. Jeżeli mam się jakoś zadeklarować publicznie, to... Ja jestem z mężczyzną. Ale mam taką teorię, że nie ma stuprocentowego heteroseksualizmu i nie ma stuprocentowego homoseksualizmu. To jest bardziej płynne. Przyznam się, że zdarzyły mi się jakieś tam małe historie z kobietami, ale to nigdy do czegoś poważniejszego nie doprowadziło. I to nie miało żadnego wpływu na to, czy chciałam zrobić ten reportaż. To jest prywatna część mojego życia, nie mam żadnego problemu, żeby o niej mówić, ale nie ma to nic wspólnego z wyborem tematu. Wybór tematu wiąże się wyłącznie z tym, że strasznie nie lubię jakiejkolwiek dyskryminacji.
- Widzi się naprawdę aż tak  szokującą różnicę, gdy przyjeżdża się z Hiszpanii do Polski? Hiszpania niby jest dość konserwatywana.
- No, niezupełnie. Pod względem prawnym, mają rozwiązania niesamowite: jest możliwe małżeństwo par homoseksualnych, dopuszczalna adopcja. Ja już nie mówię o związkach partnerskich, one były już przed Zapatero i jego socjalistycznym rządem. W Polsce ta sytuacja prawna jest bardzo nieciekawa, ludzie sobie nie zdają sobie sprawy, jaki to ma wpływ na rożne drobne sprawy życia codziennego. Małżeństwo i adopcja to jedno, ale są inne ważne wydarzenia – np. wspólne kupno domu, mieszkania.
- Gdzie publikowaś dotąd cykl o lesbijkach?
- Poza moim portalem - w Polsce były dotąd pokazane na portalach homoseksualnych i w piśmie Kampanii Przeciwko Homofobii „Replika” (w styczniu). W Barcelonie ten reportaż został pokazany w ramach projekcji fotograficznych, organizowanych przez stowarzyszenie fotograficzne Terra de Ningu i dzięki temu został rozpowszechniony na różnych forach internetowych; zaczęto się ze mną kontaktować. M.in. przyniosło mi to zainteresowanie ze strony Szkoły Fotografii Mana Raya w Madrycie i rozmowę z fotografem, który uczy fotografii w szkole w Barcelonie i jest też fotoedytorem dla El Pais. Rozmawiając z nim, zdałam sobie sprawę, że tutaj jest chyba całkowicie inny odbiór tych fotografii niż właśnie w Barcelonie. Ten temat tam jest o wiele mniej ważny. Uwagi do reportażu dotyczyły tam w zasadzie tylko edycji.

Rozmawiała Monika Piotrowska







 
      Współfinansowanie                                                         Partnerzy
           
Copyright © 2008-2011 proFOTOGRAFIA
Wykonanie strony internetowej Trojka Design