Europa Środkowo-Wschodnia na festiwalu Noorderlicht

„Za Murami” /Behind Walls”/ i ”Poza Murami” /„Beyond Walls”/.
Europa Środkowo-Wschodnia na festiwalu Noorderlicht 2008


„Północna Holandia, zważywszy jej krańcowe położenie, wydaje się dziwacznym miejscem na festiwal, a jednak dzięki swej otwartej formule zgłoszeń Noorderlicht stał się od samego początku w 1990 r. niesamowicie ważnym, nowym zjawiskiem” – napisał po edycji Noorderlicht 2007 nowojorski PDN (Photo District News). To zdanie objaśnia nie tylko specyfikę zjawiska, jakim jest ów festiwal fotograficzny, ale i tłumaczy awansem kształt wystawy z kolejnej jego edycji - „Za Murami” w 2008 r. w stolicy Fryzji Leeuwarden.

Po drodze do Leeuwarden - „chronionego od wody”, jak z dużym prawdopodobieństwem wyjaśnić można nazwę miasta, owce zdają się spadać wprost pod koła samochodów z trawiastej otuliny betonowych koryt rzek, przerzucanych nad autostradą. Poza tym niewiele się dzieje w idyllicznym pejzażu fryzyjskim – na przemian pasą się krowy, konie i rzeczone owce. Na przemian leje i świeci oślepiające słońce. W Leeuwarden mają specjalne miotły do zamiatania deszczu z chodników. Morze blisko, zostaje do niego zaledwie 30 km.

Z miotłami po ulewie wychodzą uśmiechnięci, eleganccy właściciele sklepów, mieszczących się w zachowanych bez uszczerbku przez wieki kamieniczkach. Sceny odbijają się w lustrze wody w kanałach, których siatka jest gęsta, jak w jakiej Wenecji, tylko tu architektura nie rozpada się od wilgoci, a bezwstydnie od niej lśni.

Osiemdziesięciopięciotysięczne Leeuwarden jest bogate, bardzo bogate, podobnie jak oddalone o 60 km Groningen, w którym na przemian odbywa się festiwal Noorderlicht. Lecz Leeuwarden, mniejsze, bardziej sprawia wrażenie osiągnięcia stanu cywilizacyjnego szczęścia – życia z wszelkimi wygodami, bez stresu, w ciszy zakłócanej jedynie biciem zegara na wieży kościelnej.

Otóż w tymże miejscu, na festiwalowy wernisaż w Fries Museum (największym holenderskim muzeum prowincjonalnym, 170 tys. obiektów), przybywa nagle 700 osób (lekko licząc), najwyraźniej przeważnie stałych fanów Noorderlicht. Atmosfera jest tak wyborna, że goście nie rozchodzą się przez 3 godziny, a duża część spotyka się ponownie w knajpie na powitalnej kolacji. Hojność organizatorów i ich dbałość o fotografów, galerzystów, agentów, którzy zdołali do nich dotrzeć, wykracza dalece poza kurtuazyjne gesty. Wszyscy mają się poczuć, jak wśród przyjaciół. I to działa: kto raz przyjechał, zwykle tam wraca. Poza tym nie ma lepszych warunków do nawiązywania kontaktów.

Rodzaj kontaktów zadecydował też, rzecz jasna, o kształcie obu tegorocznych prezentacji. „Mieliśmy kilka kontaktów na Wschodzie” – mówi Wim Melis, kurator festiwalu Noorderlicht, o przygotowaniach do wystawy głównej „Za Murami. Europa Wschodnia przed 1989”. – „Ale nie było tego dużo, zaczęliśmy więc organizować nową sieć, pytaliśmy ludzi, czy mogą nam kogoś zasugerować. Na przestrzeni kilku miesięcy ta sieć zrobiła się naprawdę duża. To pozwoliło nam zobaczyć, co jest i co można z tego zrobić.” Powstała wielka ekspozycja prac 35 fotografów z 12 krajów, zestawiających nigdy dotąd nie konfrontowane bezpośrednio zdjęcia sąsiadujących ze sobą krajów byłego Bloku Wschodniego (bez Rosji). Wielkie wyzwanie dla kuratora, biorąc pod uwagę niewiele ponad półroczny cykl produkcji każdej nowej edycji Noorderlicht. Na dodatek Melis nigdy nie był w Europie Środkowo-Wschodniej. – „Mój sposób? Cóż, jestem reasercherem i potrafię pracować bardzo szybko. Największą niespodzianką było w ogóle zacząć przygotowywać tę wystawę, nie wiedząc, czego można się spodziewać. Nie miałem pojęcia, z czym się spotkam, zważywszy, jaki świat mieliśmy 20 lat temu i wcześniej” – przyznaje jednoznacznie.

 

Jasne zatem, że „Za kurtynami” to nie przegląd, a tym bardziej nie plon głębokiej analizy twórczości fotograficznej w byłym Bloku Wschodnim. Melis przystępował do pracy, anonsując, że szuka prac, dokumentujących znikający teraz świat, puszczonych w niepamięć razem ze zbiorem starych wartości, które wcześniej przeważnie nie wychodziły poza swe narodowe granice. – „Obawiałem się, czy znajdą się prace krytyczne wobec tego, co się wtedy działo. Jest tego wiele” – odkrywa Melis i tym samym precyzuje, jaki kształt ta wystawa musiała przybrać. Powstał barwny, choć czarno-biały zbiór opowieści o tym, jak Zachód wyobrażał sobie życie za Żelazną Kurtyną. Uwaga – to nie zarzut. Melis z powodzeniem przeprowadził swoją koncepcję wystawy, pokazał prace najczęściej poza swym krajem nieznane lub zapomniane (nawet w kraju pochodzenia). Jest tu dorobek aż 6-ciu Polaków: Andrzeja Baturo (brawurowe „Zostać żołnierzem. Polska 1970-1979”), Michała Cały („ŚLĄSK. Polska 1978-1979”), Krzysztofa Cichosza („Poreportaż. Polska 1981-1983”) oraz nestorów: Mariana Kucharskiego (wizyjna„Nowa cywilizacja/Kronika pamięci. Polska 1967-1968”) i duo Wiktora Pentala & nieżyjącego Henryka Makarewicza („802% ponad normę. Polska 1940-1960”). Ilustracja wewnętrznej wolności przeplata się ze spojrzeniem ironicznym i duchem propagandy socjalistycznej. W końcu trochę tak właśnie było. Nie ma tu np. przedstawicieli wrocławskiej Niezależnej Agencji Fotograficznej DEMENTI, którzy przemycali zagranicę zdjęcia z demonstracji, rozruchów i tam je rozpowszechniali, lecz te obrazy Zachód już poznał.

Są za to np. kapitalne fotografie z Rumunii Andreia Pandele, autentycznego odkrycia tego festiwalu, prezentującego wyjątkowy portret życia pod rządami Ceaucescu, pełen surrealistycznych scenek, które mógł po raz pierwszy opublikować dopiero po 1993 r. Jest wiele ciekawych prac Litwinów, Bułgarów i ówczesnych Czechosłowaków, choć w ich przypadku dziwne, dlaczego pojawiają się nazwiska znanych już na Zachodzie autorów: Svetlany Bahchevanovej i Atanasa Sutkusa, a nie ma Jindricha Streita. Te niekonsekwencje, podobnie, jak nazywanie Europy Środkowo-Wschodniej Wschodnią czy pewne uogólnienia w opisach (np. „zakazane fotografie nagich kobiet” – to musi bawić szczególnie Polaków, Czechów i Niemców!), nie psują faktycznie „fascynującego obrazu życia i fotografii w socjalistycznym raju”, jak określają wystawę sami organizatorzy. Coś w tym jest, że w podobnym duchu kręcone są współczesne filmy o tamtych latach, komedie „Good bye Lenin” (o NRD) czy „Ile waży koń trojański” (o PRL), o których formule mówi się, że jest odpowiednia dla młodego, nie znającego tamtych realiów widza.

Krańcowo inne wrażenie robi multimedialna prezentacja „Poza Murami”, złożona z prac także 35 autorów, pośród których znaleźli się Witold Krassowski („Powidoki. Polska 1989-1997”), Przemysław Pokrycki („Rytuały przejścia. Polska 2007”) i Agnieszka Rayss („American dream. Polska/Słowacja 2004-2007”). Już rodzaj pokazu, wymagającego szczytowej koncentracji pomiędzy symultanicznie wyświetlanymi przez 40 minut na trzech ścianach (w podkowie) zdjęciami, jest po prostu męczący. Treść zaś, mimo niezrównanych jak zwykle Czechów – m.in. tandemu Alena Dvorakova & Viktor Fischer, Andrej Balco – niesie ze sobą taką demitologizację demokracji i kapitalizmu (nie tylko za sprawą zdjęć z byłej Jugosławii), że fotografie trójki Polaków wydają się niemal optymistyczne (z relacją z gali disco-polo Krassowskiego na czele; jego fotografia znajduje się też w części „Transition”).

Jedno jest pewne: nikt dotąd nie zrobił tak szerokich pokazów fotografii w byłym Bloku Wschodnim ani nie pokusił się o zobrazowanie konsekwencji przemian społecznych po roku 1989. Noorderlicht 2008 nie ma tym samym konkurencji. Wyznacza początek rekonstrukcji tematu. Zmieniając fatalną oprawę graficzną i system opisów (nieczytelna czcionka, nieczytelnie rozmieszczone podpisy), trzeba pokazywać zwłaszcza „Za Murami” w krajach „pochodzenia” (Miesiąc Fotografii w Bratysławie już to zrobił), żeby dać zaczyn lokalnych badań. Pytanie, kto w Polsce wreszcie je zacznie. Francuska dziennikarka, pogrążona w poszukiwaniach materiałach do eseju o wystawie holenderskiej, ze zdumieniem mnie pyta: dlaczego u was jest tyle opracowań o sztuce przed 1989 r., ale żadnego porównywalnie wyczerpującego o fotografii?

Więcej: www.noorderlicht.com

Monika Piotrowska

 
      Współfinansowanie                                                                  Partnerzy
                
Copyright © 2008-2009 proFOTOGRAFIA
Powered by TrojkaDesign